piątek, 4 grudnia 2009

Mrocznienie


Leon Wyczółkowski - Krucyfiks królowej Jadwigi.



A więc... jesteś. Stoisz tu przede mną. Wisisz przede mną. Przede mną ogarnia cię mrok.

Buntowniku z wyboru, dezerterze swoich czasów, symbolu wieczności, bólu, cierpienia, pogardy, figuro – właśnie tak – retoryczna.
Potęp mnie.
Za ich zapomnienie. Za ich mrok. Za te świece, od wieków tonące w niezmiennej ciemności. Naprawdę myślałeś, że coś znaczysz? Naprawdę wierzyłeś, że będą pamiętać? Że zrozumieją? Nie wiedziałeś, że tylko empiryzm potrafi ukształtować percepcję na zadowalającym cię poziomie?
Nie, przecież proste rzeczy cię nie dotyczyły. Byłeś ponad tym wszystkim. Ponad nimi. Ponad nami.
Spoglądamy w górę, by widzieć cię na krzyżu. Ogromna, czarna figuro na tle pęczniejącego mroku, patrz – oto ludzie! Te małe istotki, nieznaczne koszmary, w które wierzyłeś. Widzisz ich krzyże? Są malutkie, a jednocześnie nieskończone. Naiwne w swojej doczesności, idiotyczne w dążeniu do czasowych efektów. Ale to wszystko nieważne, czymże są ich krzyże w porównaniu z twoją ponurą monumentalnością? Problem pojawi się wtedy, gdy dostrzeżesz, że nasze krzyże nie są retoryczne. O ile zechcesz to dostrzec.
Toniesz. Toniesz w ciemności, której stałeś się przyczyną. Śmierć jest dopiero początkiem koszmaru zapominania i bycia zapominanym – długiej wędrówki zakamarkami mentalnej rzeczywistości, uzurpowanej sobie za własną. A może krótkiej, ulotnej jak gasnący płomień świecy?
Wszystko zależy od punktu wiszenia.

piątek, 27 listopada 2009

***

Nie warto szukać wiedzy, gdzie szczęście się zaczyna
Ulotne, bierne, puste - niedbałe o człowieka
Nie warto wierzyć w siłę papierowego świata
Od iskry który runie, nim zagaśnie.

Budowle tekturowe o szybach z celulozy
I pustce w fundamentach, gdzie kiedyś był nasz świat
O dachach wybujałych w najdalszych kręgach złudzeń
O drzwiach zamkniętych nagle na niewidzialny klucz

Za ogrodzeniem życia łypiące cicho okiem
Na prapoczątek szczęścia, zgubiony gdzieś we mgle
Niewinne i umarłe, bezwiednie mruczą czasem
Modlitwę o najmniejszą, lecz płomienną łzę.

niedziela, 22 listopada 2009

Czasem

[Mały eksperyment rymotwórczy.]


Czasami nie wiem czym jest dobro
Może dlatego, że chcę zła
Czasami błądzę gdzieś w ciemności
Czasami pragnę odejść tam

Czasami walczę, choć beznadziejnie
Czasami krzyczę niemy krzyk
Czasami tworzę światy chwiejne
Czasami skryć się pragnę w nich

Czasem cierpię, choć cierpię cicho
Czasem w nicości widzę błysk
Czasem nie widzę siebie w życiu
Czasem nie widzę w życiu nic

Często pragnienia nikną wśród czasów
Często marzenia giną wśród snów
A kiedy piękno ukrywa się w bagnie
Jedynie żałość zostaje tu

Gdy znajdę słońce, opuszczę mrok
By złożyć swe życie rozbite w mak
Gdy ktoś wskaże mi mój pierwszy krok
Znajdę swą drogę, wkroczę na szlak.

sobota, 7 listopada 2009

***

Milczenie wiatru
Wśród drzew pogardy
Wysokopiennych

Prześlizguje się odblaskiem spod powieki.

Nie pragnie, nie pożąda niczego
Prócz prawdy.
Nie czeka na nic, nie kocha nikogo
Poza samotnością.

Istnieje jako sen,
Ulotna chwila ducha,
Zapomniana dla świata.

Umiera jako człowiek.

Żegnaj

Żegnaj
Dziś odejdziesz
Może to boli -- nie wiem
Ale znikniesz
Ze swą naiwnością i poczuciem klęski
Ze swym światem niespełnionych wizji
Iluzji
Ze swym śmiechem i swymi łzami
Z wydrążoną skałą niedoskonałości
Braków, win, cierpień i porażek
Których przecież nie było
Iluzja
Twoje życie nie było niczym innym
A przecież świat nie wzywał cię do życia
W kłamstwie
W fałszywej trosce bez poświęcenia
W cierpieniu
Odejdziesz
Do świata potępionych
Który od tak dawna jest twoim
A to, co pozostanie...

Żegnaj dziecko
Możesz zniknąć
Musisz zniknąć
Musisz umrzeć
Żegnaj

poniedziałek, 4 maja 2009

Kobieta

Poznanie burzy platoniczność,
Piękno wyostrza brzydotę
Strach nieposkromiony
W milczeniu, mimochodem
Vagina dentata
Edycja limitowana
Gratis kobiecość w saszetce
Za jedyne milion złudzeń.

Ulice pachnące dymem
Z kominów postindustrialnych
Piękno wyostrza brzydotę
Wśród marzeń nienagannych.
Ciepła woda pochłania
Pieniącą, żrącą saszetkę
I nagle, jednym haustem
Kobieta staje się ciałem.

Dom pusty, cichy głuchy,
Kurz połyskuje w promieniach
Piękno wyostrza brzydotę
Gdy platoniczność umiera.
Nowy, nieznany gender,
Nowe, nieznane myśli.
Postwaginalne podejście
Do treści nieosiągalnych.

czwartek, 23 kwietnia 2009

Popołudnie

Za lewą burtą tramwaju
Plamy słonecznych miraży,
Bruk połamany niemocą
Nieumarłych kwiatów.

Błędne cienie słoneczne,
Smutek umarłej baśni,
Pustka snująca się wokół
Jednostek nieporuszonych.